Koszmar – dzień przed i dzień pierwszy.

FB_IMG_1562585171619-01

DZIEŃ PRZED

– Przecież mam dni płodne! – Agnes była zdesperowana. Trzymała rękę Toma, lecz ten spoglądał na nią wzrokiem zrezygnowania i obojętności.

– Więc spróbujemy jak wrócę. – Odparł po raz kolejny.

– Jak wrócisz, nie będę już miała dni płodnych! – wyjaśniła po raz kolejny. – Marcin, wbrew temu co się wydaje po oglądnięciu filmów, zajście w ciąże to nie jest seks obojętnie kiedy, cukierki, ciąża, jednorożec, tęcza i buch! Dziecko!

Tom wbrew sobie zaśmiał się, co pozwoliło Agnes odrobinę odpuścić ze złością. Wiedziała, że nie ma wyjścia – Tom przecież nie rzuci pracy, szczególnie jeśli planują dziecko. Sama była korektorką, pracowała zdalnie, cały czas siedząc w salonie ich skromnego, ale ładnego domku na przedmieściach.

Wielki sen Agnes powoli się spełniał – przystojny, sukcesywny, wyrozumiały mężczyzna. Do tego własny dom w spokojnej dla rodziny okolicy, spokojna praca. Była szczęśliwa…

Gdyby tylko nie te wyjazdy Toma. Wszyscy w okolicy już przywykli, że prawie połowę roku Agnes spędzała sama, zajmując się domem pod nieobecność męża.

– Zgoda, zrobię to. – odparł po chwili Tom, przytulając żonę i całując ją. Żeby tego dokonać Agnes musiała stanąć na koniuszkach palców i mocno wyciągnąć szyję. Jej niski wzrost, niesamowicie szczupła figura i delikatna, lecz kobieca postura nadrabiane były długimi nogami, wprost nienaturalnie ciągnącymi się od szczupłych bioder aż po wąskie, delikatne łydki.

– Co zrobisz? – zdziwiła się.

– Powiem kierownikowi, że muszę wrócić po tygodniu. Powinienem zdążyć jeszcze na… dni płodne? Prawda? – zapytał. Agnes chciała zaśpiewać z radości, lecz powstrzymała się, nie chcąc nadto pokazać jak łatwo sterować jej emocjami.

– Tak, zdążysz. – odparła tylko i ponownie go przytuliła.

– Ale! – uniósł palec wysoko. – Pod jednym warunkiem! Zrobimy coś, co tak… rzadko robimy?

Agnes skrzywiła się. W sprawach seksualnych była bardzo nieśmiała. Preferowała wyłącznie klasyczny seks, z niewielką ilością pozycji. Nie była fanką miłości oralnej – ale by być uczciwą, nie lubiła go z dwóch stron. Gdy dała się przekonać Tomowi, by mógł ją pocałować po jej myszce, to owszem, odczuwała przyjemność fizyczną, ale jednak umysł ciągle ją blokował, nie pozwalając rozkoszować się chwilą. Męża ustami zadowoliła dwa razy, ani razu nie pozwalając skończyć nawet blisko jej ust. Seks analny nie wchodził nawet w grę, więc jej wyrozumiały mąż zadawalał się klasycznym, czułym seksem. Czasami tylko zaskakiwała go i bez zapowiedzi bawiła się jego generałem – tak nazywali jego penisa – dłonią, której wygląd i seksowność wychwalał. To samo zresztą mówił o jej nogach i stopach, ale tutaj wiedziała, że ma racje. Jej mama też miała “nogi do nieba”, zgrabne łydki i wąskie stopy, co czyniło ją boginią gdy ubrała dopasowane szpilki. Agnes wykorzystywała to, by rekompensować jej pruderyjne podejście do spraw intymnych.

Później tego dnia, tuż przed wieczorem, gdy Tom wsiadał do służbowego auta, Agnes poczuła po raz pierwszy strach. Nigdy dotąd go nie czuła, więc uznała to za irracjonalne obawy przed podróżą ukochanego. A co jeśli samolot się rozbije? Tom już nigdy nie wróci do niej? Jej życie straciło by sens! Tak, ten strach to z pewnością był o to – wmawiała sobie i nie miała pojęcia jak bardzo się myliła.

Agnes miała rytuał przed snem – dość prosty. Wieczorna toaleta, popcorn i komedia romantyczna. Usiadła zatem przed lustrem, poprawiła swoje czarne włosy, sięgające tuż za uszy, odgarnęła równą grzywkę i starła makijaż. Nawet bez niego wyglądała jak dziecko. Przy jej niskim wzroście, wyjątkowej szczupłości i urodzie nastolatki w sklepie kupując wino często musiała udowadniać, że ma te dwadzieścia cztery lata.

Gdy skończyła udała się do kuchni, wzięła popcorn i odpaliła w sypialni Netflixa, szukając idealnego filmu na ten smutny, samotny wieczór.

DZIEŃ PIERWSZY

Agnes postawiła bose stopy na chłodnej posadce. Niemal po omacku, wciąż nie będąc dobudzoną, udała się w stronę toalety. Gdy skończyła, podciągnęła koronkową bieliznę, poprawiła satynową koszulkę nocną i skierowała się do kuchni. Przechodząc przez salon kątem oka ujrzała otwarte drzwi wejściowe.  Były co prawda lekko uchylone, ale zmroziło ją z przerażenia – przecież ktoś mógł się włamać do domu w nocy! Podeszła, zamknęła, karcąc się za brak odpowiedzialności podczas żegnania Toma dnia wcześniej.

Prawdziwe przerażenie nastąpiło, gdy wchodząc do kuchni ujrzała… mężczyznę. Intruz siedział na krześle przy stole, patrząc się na nią zaciekawiony. Nim zdążyła nawet pisnąć poczuła dłoń na ustach, oraz muskularną rękę obejmującą ją mocno w pasie. Znieruchomiała, a serce waliło jej tak szybko, jakby chciało wyskoczyć. Mężczyzna, który ją trzymał był czarny, lecz ten co się na nią patrzył był biały. Do tego stary, miał zapewne ponad czterdzieści lat, gdyż włosy w wielu miejscach mu już wysiwiały. Nosił paskudną brodę z wąsami – ciągnęła się ona od boków, po czym omijając samą brodę zamieniała się wąskim paskiem w wąsy, po czym wracała w dół i szła po drugim boku.

Prawdziwy strach doznała, kiedy mężczyna wstał i podszedł do niej blisko. Nadal nie mogła się ruszyć, a próby krzyku tłumione były przez dużą dłoń czarnego.

– Miło mi cię poznać, Agnes. – odezwał się ten z brzydką brodą. Stał przed nią, obłapiając ją wzrokiem. Agnes widziała to, widziała pożądanie w jego oczach, co przerażało ją coraz bardziej. Mówiąc jeździł spojrzeniem od jej małych, lecz jędrnych piersi, których kształt oraz sutki było doskonale widać spod satynowej koszulki, do jej uda aż po nogi. – Tom wyjechał, podzielił się z nami ta informacją. Dużo też o tobie opowiadał, chwalił się tobą. Miał rację, jesteś zajebiście piękna!

Agnes starała się szarpać, uciec z uścisku czarnego, lecz dłoń na ustach i ręka na brzuchu skutecznie ją blokowały. Dopiero teraz też zrozumiała czym był ten twardy przedmiot, który cały czas kłuł ją w plecy. Dotarło do niej, co się dzieję, albo co się zaraz stanie, a łza poleciała po jej policzku.

– Dlatego ustalmy coś. Coś istotnego. Kilka zasad. – kontynuował biały. – Ja jestem Ralph, ten duży za tobą to Mike. Zamieszkamy z tobą na kilka dni. Jeśli spróbujesz uciec, zbijemy cię. Jeśli wezwać pomoc, zabijemy. Jeśli nie będziesz posłuszna… no cóż, jedno z tych dwóch poprzednich. Możesz albo ulec całkowicie i słuchać wszystkiego, albo przejść piekło. Nie odstępujesz jednego z nas na krok, nawet do toalety. A poza dozą… przyjemności, nie spotka cię żadna krzywda. Za kilka dni sobie pójdziemy, zostawiając cię ze wspomnieniami…

Agnes płakała, łkała. Rozumiała słowa, doskonale też wiedziała, co się będzie działo i że jej życie właśnie dobiegło końca. Nie była jednak panikarą, przez odmęty przerażonego umysłu dochodził głos nadzieji i rozsądku – ktoś do niej zajrzy, ktoś zorientuje się, że coś się dzieje. Musi tylko uważać, zachować resztki godności. Więc, gdy Ralph zapytał się jej czy rozumie, ta skinęła głową. Ujął ją za głowę swoją dłonią, a ta zauważyła, że i jego ciało składa się z samych mięśni.

– Do sypialni zatem. – postanowił.

 

Mike puścił ją. Stali przed jej małżeńskim łożem, jeden za nią, drugi przed.

– Rozbierz go. – powiedział Ralph. – Nie będziemy zachowywać się jak dzieci i nie zjemy wszystkiego na raz. Po kolei. Najpierw…. najpierw… – zaczął się zastanawiać.

– Mi obciągniesz. – zawyrokował niskim, basowym głosem czarny.

Agnes obróciła się posłusznie, chyba pierwszy raz widząc Ralpha na oczy. Był wysoki, bardzo. Do tego muskularny. Nie miałaby żadnych szans się wyrwać wcześniej. Mike popchnął ją, poganiając.

Chwyciła koszulę i uniosła, lecz Mike praktycznie sam ją zrzucił. Umięśniony, czarny tors zabłyszczał przed oczami małej Agnes, co przeraziło ją nawet bardziej. Zajęła się sprzączką od jego paska i już zanim zaczęła ściągać jeansy, widziała to, co kłuło ją w plecy, to co zaraz miała wziąć do swoich małych ust i … i prawie się popłakała. Ostatkiem sił wstrzymała jednak rozpacz. Musiała być dzielna, nie mogła tracić nadziei.

Spodnie opadły ukazując nabrzmiałe już, lekko zakrzywione w prawo prącie, które robiło wrażenie. Daleko mu było do opowieści czy filmów pornograficznych, jednak Generała Mike’a przerastało i to sporo. Agnes nigdy nie była rasistką, ale ten nagi mężczyzna i jego penis wzbudzały tylko jej silne obrzydzenie.

Mike wszedł na łóżko, oparł się o drewniany tył i rozkraczył, jakby był kobietą. Prącie sterczało do góry, pozwalając Agnes dokładnie przyjrzeć się niemal byczym jądrom mężczyzny, umięsnionym udom a nawet odbycie. Po raz kolejny wstrzymała odruch wymiotny.

– Zaczynaj! – ponaglił Ralph, a ta mimochodem spojrzała w bok. Mężczyzna stał obok niej, trzymając w rękach swojego penisa, nie wiele mniej okazałego – może nieco bardziej estetycznego. Nie pokusił się nawet o ściągnięcie spodni, tylko stał, obłapiał jej nogi wzrokiem i masturbował się patrząc na nią.

Ciało odmawiało jej posłuszeństwa ze strachu, lecz gdy mitrężyła ujrzała zaciskającą się pięść mężczyzny, więc powoli weszła na łóżko i zaczęła na czworaka zbliżać się do Mike’a. Co miała zrobić? Już przy swoim ukochanym Tomie była rozmiarów mikro, a co dopiero przy tych dwóch bysiorach?

Dotarła na miejsce i wtedy dopiero zdała sobie sprawę, jak wielki jest penis mężczyzny, a jak małe jej usta. A gdzie będzie chciał.. skończyć? Dygotała z paniki.

Silna dłoń czarnego chwyciła za tył jej głowy i przybliżała ją do główki penisa. Czuła teraz zapach spermy oraz potu. Chciała zamknąć oczy, by nie widzieć, ale zbyt się bała. Nie wiedziała co robić. Poczuła jak dotyka ustami żołędzia i poddając się, otwarła wargi. Spodziewała się brutalności, lecz Mike najwyraźniej nie miał takiego planu. Penis, który ledwo mieścił się w jej buzi wchodził powoli i delikatnie, wsuwając samą końcówkę do środka. Czuła jego gorzkawo-słony posmak na języku. Mężczyzna nakreślił tempo i nagle przestał ruszać biodrami, co odczytała jako znak, że to jej kolej.

Ssała delikatnie i kontynuowała to czując jak łzy mimo jej dzielności gęsto lecą po jej policzkach. Najgorsze jednak było to, że w tej pozycji była wypięta tyłem w stronę Ralpha, który zapewne kontynuuję zabawę podziwając jej pupę. Czuła się już zgwałcona samą czynnością białego, a co dopiero czarnym penisem wchodzącym i wychodzącym powoli do jej ust. Zebrała się w sobie, powstrzymała wszelkie obrzydzenie. Mogło być gorzej, Mike mógł lubić ksztuszenie, czego by nie wytrzymała.

Zdała sobie też sprawę, że pierwszy raz w życiu będzie zmuszona mieć nasienie w swoich ustach. Wiedziała, że tam on skończy, czuła to. Wiedziała też, że zwymiotuje i jedynym sposobem by uniknąć bicia z tego powodu było użyć całej siły woli i wyobrazić sobie, że to nie czarny gwałciciel, a jej ukochany Mike. Że to jego zadawala językiem, a co się stanie to się stanie.

Powoli pochylała głowę, wolno i rytmicznie, czując, że Mike powoli sam zaczyna podnosić biodra, pomagając jej. Zza niej dobiegał rytmiczny odgłos masturbacji. Po chwili poczuła na plecach dłoń, która szybkim ruchem ściągnęła jej koronkowe majtki na wysokość kolan. Spodziewała się najgorszego, ale Ralph oddalił się i kontynuował walenie konia, najwyraźniej podziwiając jej myszkę.

Mike przejął kontrolę. Trzymał jej głowę znowu, a wielki penis wchodził coraz to szybciej. Słyszała też coraz częstsze posapywania mężczyzny oraz ciche jęki, które sprawiały, że strach wrócił.

Zaraz się to stanie, zaraz…

I nim zdążyła przygotować się na to, poczuła jak penis mężczyzny jeszcze bardziej twardnieje. Jego główka, która teraz była w całości w jej buzi, zaczęła pulsować rytmicznie i po chwili poczuła jak gęsta, lepka maź wypełnia jej gardło i usta. Przybywała falami, z każdym nabrzmieniem penisa kolejna fala. Agnes miał wrażenie, że spermie nie było końca. Wylewała się jej z ust, zostawiając słonawy posmak. Część nie była wstanie wypłynąć, wystrzelona z siłą. Ta powoli wlewała się do przełyku.

Dziewczyna już nie płakała.

Gdy fale ustały, penis Ralpha zwiotczał niemal w chwilę. Wypadł jej z ust, pozostawiając widok i tak sporego prącia, na którym widać było sporo nasienia, które wyleciało jej z ust. Nie wiedziała co zrobić z resztą substancji. Całą sobą powstrzymywała wymioty, lecz zarówno wyplucie jak i połknięcie mogłoby je wywołać z całą siłą.

– Połknij. – rozkazał nie Mika, który teraz leżał i głaskał ją po policzku, a Ralph. Słyszała, że i on jest bliski finału, gdyż sapał i trzepał ręką już bardzo szybko.

Połknęła, raz jeszcze czując jak gęsta ciecz pozostawia w jej ustach słony smak. Nie zwymiotowała, lecz jedyne czego pragnęła, to by to się skończyło.

Lecz to był dopiero początek.

Ralph wtargnął na łóżku, silnym chwytem obrócił ją na plecy i zawisł nad nią. Rozkraczył jej nagie łono. Agnes była pewna, że teraz to zrobi, że wejdzie w nią i tam skończy, lecz ten tylko podciągnął jej koszulkę nocną do góry, ukazując jej zgrabne, malutkie piersi, umiejscowił penisa między jej rozwartymi udami, bardzo blisko jej myszki. Drugą ręką, tą, która nie była zajęta ostrym trzepaniem konia, chwycił jej zgrabną, malutką stópkę i bezceremonialne zaczął ją lizać oraz wsadzać sobie do ust. Agnes poczuła obrzydzenie, dodatkowo czując jak po policzku z kącików ust spływa jej resztka nasienia czarnego.

Ralph lizał jej stopy, masturbował się patrząc to na jej piersi, to na myszkę i wiedziała, że zaraz skończy. Jakimś sposobem to co on robił obrzydzało ją nawet bardziej niż wcześniejszy gwałt na jej ustach. Chciała krzyczeć i się wyrywać, ale nie miała siły.

I po chwili stało się. Mocny strumień spermy najpierw oblał jej brodę, potem szyję aż większość skończyła między piersiami, a końcówka skapła na jej wzgórek łonowy.

 

Pierwszy koszmar skończył się i mimo iż napastnicy wyraźnie wyładowali się na jakiś czas, Agnes czuła kulę w brzuchu strachu. Wiedziała, że to początek, że zaraz wróci im ochota.

Nie odstępowali jej na krok, często sadzając sobie ją na kolana, wymuszając pocałunki czy nawet idąc z nią do toalety. W końcu usiedli w trójke na kanapie, dali jej jeść z jej lodówki i puścili telewizję. Wtedy też nastąpiło jedno z paradoksalnie najgorszych przeżyć dla biednej Agnes.

Ralph obrócił się w jej stronę.

– Otwórz usta. – rozkazał krótko, zaciskając mocno dłoń na jej malutkim kolanie. Zacisnął mocno, a w miarę oporu Agnes ból narastał. W końcu poddała się, rozwierając usta, a ten wepchnął jej tam swój język, wymuszając pocałunek.

Wodził językiem po jej podniebieniu, jej języku, zębach, wargach. Całował się tak z nią kilka minut, a ona dopiero po chwili zdała sobie sprawę, do czego jest to preludium.

Napastnicy po zajściu uznali, że chodzenie w ubraniach po domu utrudni zabawę, więc widziała ich nieustannie nago. Sama była w koszulce, bez bielizny już, więc gdy tylko poczuła jak prącie Ralpha nabrzmiewa wiedziała, co się zaraz stanie – a stało się to szybko i boleśnie.

Ralph w jednej chwili obrócił się, połozył na niej i wtargnął w nia ostro. Mike aż zasyczał i zaśmiał się widząc nagły przypływ chuci kompana.

Spory penis wtargnał w małą myszkę Agnes niczym kafar. Poczuła ból nieprzygotowanych mięśni, lecz mężczyzna nie dał jej się zbyt długo zastanawiać nad tym. Jechał ją szybko i brutalnie, a jego język cały czas był w jej ustach. Sapał jej do nich, smakował to co należało do Toma.  Czuła zadrapania na wargach od paskudnych wąsów mężczyzny.

Ból zelżał, pozostawiając wstyd, bezsilność i nienawiść. Grube prącie Ralpha penetrowała wnętrze Agnes, wchodziło niemal do końca i wychodziło bardzo szybko.

– Jezu jaka wąska pizda… – skwitował po chwili Ralph wyjmując w końcu język z jej ust.

– Ej, nie kończ w niej. Jeszcze nie. – powiedział Mike, a Ralph zaśmiał się tylko. Wtedy zrozumiała – miała dni płodne, a oni… a oni…

Nie miała jednak czasu do namysłu. Ralph obrócił ją, oparła na kolanach i rękach, wygiął plecy tak by było mu wygodnie i jechał ją niczym ogier od tyłu. Do zabawy postanowił przyłączyć się Mike, który przemieścił się na kanapie i ponownie rozkraczył swoje uda przed nią, ukazując jej penisa, jądra i odbyt.

Wiedziała co ma robić, znowu. Drugi raz będzie musiała zrobić mu loda, drugi raz…

– Jajka liż. – rozkazał. Nie dotarło to do niej początkowo. Lecz gdy powtórzył, a sam ujął swoje prącie w dłoń i zaczął sobie dogadzać zrozumiała.

Wyciągnęła język i dotknęła nim prawego jądra. Było spore, a zmarszczona na nim skóra miała słonawy posmak potu.

– Liż! – rozkazał. – ładnie, czule!

Ralph jechał ją coraz szybciej, a ból znów wrócił. Czuła jak jego penis nabrzmiewa coraz mocniej i wiedziała, że zaraz będzie kończył. Jej głowa latała pod wpływem szybkiego rytmu pchnięć napastnika, ciężko było wiec wykonać rozkaz czarnego. Lizała jak umiała, jej zgrabny język błądził po jego jajkach, a ten masturbował się.

Ralph nagle przestał . W jednej chwili skończył i zatrzymał się, lecz szybko okazało się, że miast skończyć w niej miał inny plan.

Postawili ją na kolanach na ziemi i obydwoje, jeden po drugim zaczęli dochodzić na jej twarz, oczy, usta, policzki. Czuła jak sperma tryska na nią pod ogromną siłą, pozostawiajac ciepłą maź na jej skórze. Jak spływa na jej usta i kapie na ziemie z jej policzków .

Tylko jednego dnia miała męskie nasienie w ustach, na twarzy, piersiach, została zerżnięta niczym klacz rozpłodowa, a na dodatek mężczyzna, który był jej oprawcą poznał smak jej usta, języka oraz wycałował jej nogi i stopy. Czuła się, że jej życie traci sens, a wiedziała, że to był dopiero pierwszy dzień….

 

CDN

 

 

 

One thought on “Koszmar – dzień przed i dzień pierwszy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s